Cofnijmy się w czasie…

O idei Bloga Ef Ef

W ramach bloga Projektu Poligraficznego Ef Ef chciałabym dzielić się z Wami różnorakimi kwestiami, trochę „od kuchni”, trochę mniej związanymi z poligrafią i projektowaniem, a bardziej z bytowaniem w Internecie, przemyśleniami, ogólnie rzecz ujmując – życiem… Również zależy mi na tym, by nie być całkiem anonimową osobą, aby potencjalni klienci wiedzieli, z kim mają do czynienia. Zatem o ile w dziale Artykuły będę publikowała (już zresztą zaczęłam) teksty związane z przygotowaniem do druku, poradami, instrukcjami, to tutaj będzie swobodniej i mniej tematycznie, za to trochę lajfstajlowo (tak, wiem, lifestylowo ;).

Dzisiaj, na dobry start…

Krótka historia internetu

Ostatnie rewolucje skłoniły mnie do małej refleksji nad swoją historią internetową. Cofnęłam się w czasie do swoich początków. Zaczęłam od projektowania szablonów na blogi, strony – dopiero na studiach przekierowałam zainteresowania na typografię i poligrafię. Co nie zmienia faktu, że dalej świetnie się bawię, tworząc w komputerach. I pojawia się myśl, że może… może by wrócić do tego? Sprawa jest do przemyślenia. Ale teraz nie o tym.

Nie wiem, czy wiecie o tym, że od zawsze…

Kocham koty

Najnajpierwsza strona internetowa, którą stworzyłam w wieku bodaj 11 lat, dotyczyła właśnie tych wspaniałych futrzastych osobników. Graficznie była baardzo dopasowana do tematyki. Tak, to tam, na webparku, były pierwsze zetknięcia z kodowaniem, tam oswajałam się z „tymi rzeczami”. Efekty były zaiste zachwycające (och, ironio):

Pierwsza strona - pośmiejmy się razem

Dzięki istnieniu tak cudownego narzędzia jak web archive udało mi się dotrzeć do tychże historycznych danych. Zabawnie jest czytać swoje teksty pisane w wieku dziecięcym. Miłe jest to, że mimo wszystko są całkiem poprawne. Jak teraz się w siebie wczytuję, to owszem, interpunkcja troszku leży i nie wiem, czy przewrócić się na bok, czy może spać na plecach, ale poza tym – nie było źle.

Tak więc moja pierwsza strona dotyczyła kotów i miały kwiatkowy design. Szybko jednak mi się znudziła (ta cecha pozostała do dziś – ciągła potrzeba zmian). Pamiętam, że potem był etap blogów.

Blogowanie

Nie potrafię przypomnieć sobie nazwy mojego stareńkiego bloga fotograficznego. Pamiętam, że to był serwis blox. Szary, stonowany szablon, raczej nie własnoręcznie stworzony. Nawet odszukałam kilka zdjęć z tamtego bloga – te mewki są świetne, i to robione starym Kodakiem. To był naprawdę dobry Kodak. Niestety, jego żywot się skończył.

Historyczna fotografia mewek

Coraz bardziej chciałam projektować. Historia szablonów, tak „na poważnie”, zaczęła się jakoś w 2008 roku. Odszukałam kilka projektów. Wiadomo, wtedy były inne standardy i to była przede wszystkim zabawa – ale ciekawe są takie powroty do przeszłości. Chyba największy sentyment mam do kotka – no bo to kotek, wiadomo.

Szablon na bloga - kot być musiLubię estetyczność. Kwiaty są estetyczne. Inny projekt - kiedyś byłam nim taaaka zachwycona

Portfolia

Kiedy już uzbierałam odpowiednią ilość zaprojektowanych szablonów i innych grafik, przyszedł czas na budowanie własnej strony. I tutaj szalałam! Było naprawdę sporo różnych wersji, co chwila uznawałam, że formuła danego layoutu się wyczerpała, albo miałam nowy pomysł, albo mi się zwyczajnie znudziło… Nie udało mi się dotrzeć do wszystkich projektów, znalazłam dwa, które jakiś czas wisiały i dzięki temu były we wspomnianym już magicznym narzędziu odgrzebywania historii (web archive):

Bodaj pierwsza odsłona portfolio - namęczyłam się z suwakiem Testujemy pisanie na krzywych

Jak widać, moje dwa f już od dawna są w użyciu. 🙂

Powstawanie projektu

W liceum odeszłam od internetowego świata. Skupiłam się na literaturze, pisaniu, miałam krótki romans z chemią. Jeśli zajmowałam się czymś graficznym, to bardziej poszłam w fotografię, choć moje serce należało w tamtym okresie przede wszystkim do Tołstoja, Gombrowicza, Wojaczka i Stachury. Potem dalej w tym kierunku – wybrałam studia polonistyczne. Edytorstwo, językoznawstwo, hobbystycznie – pisanie i poezja – to zajmowało mój czas. Na trzecim roku nauczyłam się podstaw składu komputerowego… i polubiłam. Znalazłam działalność, w której mogę łączyć zarówno zamiłowanie do projektowania, jak i do języka i literatury.

I przyszedł czas na stworzenie strony. Wizytówki, która będzie reprezentować mnie i moją działalność w Internecie. A przerwa była długa, zdawało się, że całe hateemele zmieniły się nie do poznania. Postawiłam pierwszą od dawien dawna stronę na wix.pl. Żadnych kodów, wszystko pięknie.

Strona Projektu na wix

Przez jakieś 2 miesiące to rozwiązanie było idealne. Po tym czasie jednak zaczęło mi brakować swobody. I – jakby to rzec – zatęskniłam trochę za kodami. A skoro tak – na co czekać, trzeba brać się do dzieła!

Siedziałam kilka dni, przypominając sobie tajniki kodowania i poznając joomlę, na której tęże stronę postawiłam. Udało się. Było dokładnie tak, jak chciałam. Zachwyt jednak trwał może z tydzień – coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że nie. To jednak nie to. Jest ładnie i w ogóle, ale mało funkcjonalnie, i nie ma wtyczki do likwidowania wiszących spójników (taka moja mała obsesja), i kolumna na treść taka za wąska, i źle to wygląda na smartfonach… I pojawiła się myśl – motyla nóżka, trzeba to było postawić na wordpressie. I jednak zamiast bajerów – zdecydować się na prostotę.

A tutaj jedna książka czeka na skład, druga zaraz będzie do niego przysłana, i jeszcze zamówienie na kartki. Czasu brak.

Ale strona to wizytówka, ma działać perfekcyjnie…

Zatem, co czynić? Zrezygnować ze snu! Cudownością pracy na własnych warunkach jest to, że nie ma ustalonych godzin – praca od 8 do 16. Na ogół radośnie z tego faktu korzystam, śpiąc ile dusza zapragnie i nadrabiając ten czas w godzinach późnowieczornych, kiedy mój umysł wchodzi na wyższe obroty i jest pełen pomysłów.

Wstałam więc wcześnie. Wypiłam kawę. Przytuliłam Kota. I zabrałam się do pracy.

A teraz jestem tu

I powiem Wam jedno – praca z WordPressem do czysta przyjemność. Spodziewałam się przepraw jak z joomlą, a tutaj wszystko ładnie, gładko i intuicyjnie. Zadowolona, że tak szybko poszło, zabrałam się ochoczo za podczepienie domeny.

I tutaj zaczęły się schody. Za dużo nagrzebałam. Pojawił się piękny Interval Server Error. Chwila paniki, no bo jak to, strona na wix już przekierowana, a tutaj biało, pustki, nic! Pozostało jedno – zresetowanie ustawień. Robiąc na wordpressie drugi raz to samo, byłam już nieco mniej zachwycona. Ale, koniec końców, jesteśmy tutaj. Strona działa. Są komentarze. Treści „się” uzupełniają.

I taka to historia. Jaki będzie ciąg dalszy – czas pokaże.

Pozdrawiamy: Ewa i asystent – Gostkor

Asystent Projektu Poligraficznego Ef Ef

Dodaj komentarz